Podróże

Wyspa schowana w hangarze

Trafiłam kiedyś na zdjęcia magicznego miejsca, w którym deszcz nie zepsuje wakacji, mroźny wiatr nie zwieje mi okularów z twarzy, a roślinność tropikalna, którą wręcz ubóstwiam, dopieści moje zmysły. Mając dwójkę małych dzieci pomyślałam „TOŻ TO RAJ NA ZIEMI!”

Zaczęłam więc poszukiwania miejsca o nazwie TROPICAL ISLANDS. Znalazłam! Okazało się, że jest to potężna hala znajdująca się w połowie drogi między Berlinem a Dreznem, która została pierwotnie zbudowana jako stocznia sterowców. SZOK! Hala Tropical Islands ma 360 metrów długości, 210 metrów szerokości i aż 107 metrów wysokości. Jest jedną z największych samonośnych hal świata! Nowojorska Statua Wolności mogłaby się w niej zmieścić na stojąco, a paryska Wieża Eiffla na leżąco. Na powierzchni 66.000 m² zmieściłoby się dziewięć boisk do piłki nożnej. Hala jest na tyle wysoka,  że mogłaby pomieścić skyline Placu Poczdamskiego w Berlinie. Nie powiem, te informacje wzbudziły moje zainteresowanie, zaczęłam więc grzebać, przeglądać, a oczami wyobraźni widziałam się już tam.

Zaczęłam szukać wolnych pokoi, lekko nie było. Rezerwację należy robić z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, ale i na to byłam gotowa. Kolejne zdjęcia tego „sztucznego raju” zaczęły odsłaniać przede mną niesamowitą architekturę, ogrom flory i skrawek fauny.
Nadszedł ten dzień – dzień wyjazdu. Do walizek nie musiałam pakować kaloszków, kurtek, swetrów… Same koszulki, spodenki i kostium kąpielowy! Wspaniała odmiana w porównaniu do Polskiego morza, które oferuje szeroką gamę klimatyczną, nigdy nie wiesz, czy w twojej walizce przeważać powinny kurtki przeciwdeszczowe i kocyki dla dzieci, czy t-shirciki i klapeczki. W Tropical Islands panuje temperatura około 26°C i wilgotność powietrza od 40 do 60 %, która zapewnia sprzyjający klimat dla roślin z całego świata, dla ludzi przez pierwsze godziny lekki szok i duchota, ale ogrzewanie podłogowe rekompensuje gościom wszystko i zapewnia przyjemne spacery na bosaka – czyli coś co maluszki lubią najbardziej – stópki muszą być wolne od skarpetek i bucików!
Gdy dojechaliśmy na miejsce, zameldowaliśmy się w recepcji, gdzie otrzymaliśmy opaski, dzięki którym wszystko można było kupić na tzw.kredyt, moje dzieci oszalały ze szczęścia! Mój dwulatek wystartował przed siebie i nagle stracił umiejętność komunikacji w jakimkolwiek języku. Pomyślałam „leć dziecko, tutaj nie ma ulic, samochodów, psów, nic ci się nie stanie”. Synek zweryfikował moje myślenie, w pierwszej kolejności pokonując barierkę odgradzającą gości od stadka flamingów. Podczas tej próby zaprzyjaźnienia się dziecka z ptakiem wielkości strusia, nie ucierpiał żaden flaming, ewentualnie ogłuchł – ciężko wytłumaczyć dwulatkowi w spazmach płaczu, że ptaszka pogłaskać się nie da… Nie było wyjścia, mały do tatusia na barana, drugi za rękę, walizki pod pachę i jak dzieci we mgle zaczęliśmy krążyć w poszukiwaniu naszego pokoju. W końcu to 66.000 m² – można się zgubić…
Przejdźmy do atrakcji. Opiszę w dużym skrócie te, które w ciągu kilku tych dni utkwiły w mojej pamięci.
Las Tropikalny w Tropical Islands jest biotopem, utrzymywanym w równowadze naturalnej bez stosowania chemii, z użyciem wyłącznie naturalnych metod. Szkodniki, jak na przykład mól bananowy, zwalczane są przez odpowiednie pożyteczne owady, które przyczyniają się także do spulchniania gleby. Należy do nich Pycnoscelus surinamensis, nazywany też karaczanem surinamskim. Nie ma on jednak nic wspólnego ze znanymi, przenoszącymi zarazki karaluchami kuchennymi – nie boimy się i NIE DEPCZEMY, NIE DOTYKAMY, NIE KARMIMY, może to grozić karą! Pożyteczny karaczan surinamski mieszka w ciepłej, wilgotnej ziemi, nie jest niebezpieczny ani szkodliwy, gdy zdarzy mu się zabłądzić, jest strasznie nieszczęśliwy i tylko marzy o tym, by jak najszybciej wrócić do swojej bezpiecznej kryjówki- zapewniają władze „wyspy”. Widziałam jednego, który dokonał żywota na schodach, na szczęście moje dzieci nie znalazły go, one lubią robaczki…
Ganiały w zamian złote bażanty, chińskie przepiórki, pawie, gekonów niestety nie widzieliśmy. Kolejna atrakcja – przelot balonem jest absolutnym hitem na miejscu, kosztuje adekwatnie do poziomu adrenaliny, która wydziela się gdy kosz leci nad głowami ludzi w basenach, a ręką można dotknąć koron palm. Absolutnie czaderski pomysł, jednak po urodzeniu dzieci stałam się lekko bojaźliwa i nie zdecydowaliśmy się na tą powietrzną wycieczkę. Zafundowaliśmy sobie natomiast wycieczki piesze po „wyspie” – tak dopracowanych elementów dekoracji jeszcze nie widziałam.  Każdy szczegół, każdy domek, starożytne bramy, wszystko to zapiera dech w piersiach. Nie chcę nawet wyobrażać sobie ile czasu i pieniędzy kosztować musiała aranżacja wnętrza tej ogromnej kopuły!
Kolejna atrakcja – woda w Morzu Południowym mająca temperaturę 28°C oraz w Lagunie (32°C), łącznie 7.000 metrów sześciennych, która wessała nas na resztę dnia. Nie było mowy o jedzeniu czy piciu, dzieci wpadły w amok! Leżaczki na piasku, ciepełko, roślinki – o tym marzyłam. Bez robactwa, kleszczy, komarów, petów i kapsli po piwie. Było dokładnie tak, jak miało być. Nie udało się zaliczyć wszystkich zjeżdżali czy strefy SPA, ale mam nadzieję jeszcze kiedyś tam powrócić i spełnić marzenia, dać się wymasować i zrelaksować. Na zaostrzenie smaku obejrzyjcie filmik poniżej. Więcej informacji szukajcie na stronie https://www.tropical-islands.de/pl/
Udanych wakacji!

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*